Mielno - studenckie pole namiotowe
W Mielnie spędzaliśmy nasze ostatnie wakacje. Pogoda w całym kraju była prawdziwie letnia. Upały sięgały trzydziestu kilku stopni, więc bliskość morza dawała nam naprawdę prawdziwe wytchnienie. Na polu namiotowym
Mielno było mnóstwo braci studenckiej z Warszawy, to też naszym zabawom nie było końca. Nie pamiętam, kiedy wypiłem aż tak wiele piwska, jak podczas tych wakacji. To chyba zależy od klimatu. Mogłem wlewać w siebie bezkarnie całe litry i następnego dnia żadnych reperkusji nie było. Sam dziwiłem się też swojej głowie. Dotąd takiej zdolności nie miałem, ale towarzycho było takie super, że nie sposób było tego Mielna oglądać trzeźwym widem. Wieczorami całe miasteczko było nasze. Jak nie jakiś pub, to na pewno dyskoteka. Dnie były banalne i takie same. Codziennie robiliśmy to, co robi się nad morzem. Jedno, co mnie wciągnęło i czego brak mi było jeszcze długo po powrocie z wakacji, to siatkówka. Mielno poznało prawdziwego mistrza gry w siatę. Nie mogłem się doczekać każdego następnego meczu. Wakacje udały mi się, oj udały.